avatar_9429 pofcernacy


2017-12-05 20:12:07
To... To taki obraz z dzieciństwa, kiedy jako sztubak przemierzałem drogę z rodzinnej miejscowości do drapieżnego miasta - szkoła = buda - ponad 1200 uczniów, a tam każdy na pozór anonimowy, nieznany, opasany mundurkiem z tarczą... Tam się wiązały pierwsze przyjaźnie, tam były bójki na korytarzach i skwerach, sportowe szaranki, a to w gałę, a to w kosza, czy biegi szalone, ogniska klasowe i rowerowe wycieczki... Tam serce pierwszy raz mocniej zabiło, a i często zranione zalewało się krwią... Powroty "na stopa", czy komunikacją miejską na gapę... Glinianki latem, kąpiel w nich zakazana, wagary, miłości skryte i westchnienia... Młodość - dzika, naiwna, łatwowierna... Taką drogą wracałem do domu... Sam, otulony jej spokojem, przewidywalnością, każdy kamień, każda gałąź, każdy szelest wiatru znany... Bezpieczny... Jak na kolanach u mamy... Oazy spokoju, miłości i bezpieczeństwa... zwykłej, naturalnej, acz niezastąpionej oazy przedwcześnie zabranej, której teraz nie mam... Patrząc na ten obraz - wracam tam.... cały.. wdycham ten spokój, wypełniam się nim po brzegi, napawam... mimo rosy na twarzy... śmieję się cieszę się zwyczajnie, albo może znowu jak dziecko, szczerze i prosto, całym sercem... jeśli tego nie znasz, nie czujesz... mogę pozazdrościć ...bo to obraz co cieszy ale bardzo też boli...


2017-03-23 20:56:32
Pewnej nocy sierpniowej, siedząc na nadwątlonej ławki żerdzi, spytałem serdecznego Kolegi... - Po co? ...bo nie umiem namalować, narysować, inaczej pokazać, wyrazić... jak na fotografii.. Dla mnie najprościej... Z tym najprościej miałem zawsze duży problem - bo nie szło, mimo czasu, sprzętu... głowa miała pomysł, wykon nie mógł sprostać... Walka nie ustaje, trwa, :-) Periodycznie się spotykaliśmy na rzeczonej ławce i zawsze, na przenicowanym na wskroś znanym obrazie, po słusznym odstępie czasu, widziałem coś więcej... Zazdrośnie szukałem zaczepki, słabego ogniwa Gdzie tytuł? - Pytam Gdzie dopełnienie, kropka nad "i"? Nie umiem tytułować... odpowiedział ... Dzisiaj... Teraz patrzę i widzę FOTOGRAFIĘ - dojrzałą, przemyślaną, skończoną Ba - na złość rozpoznaję styl, operację światłem i kompozytora... Zazdroszczę... Gdzie tytuł?? Już nie oglądam... Gapię się łapczywie :-) ...Patrzę z zamkniętymi oczami, a tytuł słyszę w głowie.. Czytam w myślach, przewijam obrazy, jestem w jego szpiku... Czuję, słyszę, widzę... Kwintesencja i sens naszych tutaj spotkań Jeden obraz, za tysiąc komentarzy Otwarty, drapieżny, zapadający w pamięci Jak hologram wielopłaszczyznowy Każdy ma zwrotnicę w głowie Starczy lekko skinąć By być w swoim torze... Graty Bro


2016-11-01 16:46:53
Mili Państwo... Mam kosmicznie fotoestetyczną modelkę z poruszającą serce historią w tle... Jako dziecię lat niespełna 7, zapadła była biedaczka na ospę, w paskudnie ostrym wydaniu... Żmudne leczenie, gorączka, mozolny i długotrwały powrót do zdrowia... I tylko kilka strupków dzielących od świeżego, upragnionego powietrza na podwórku, koleżanek i kolegów rozbrykanych, śmiejących się, pędzących wąskimi alejkami parku... Rodzicka zakazała - zejść naj_sam_wpierw muszą strupy! Skoro to jedyna bariera - myśli sobie Bohaterka, zedrę je w sekundzie i jakoby w maszynie czasu zasiadłszy, wolność własną przyśpieszę! Fotografuję bardzo często moją... "Muzę" :-) ... Szlachetne, klasyczne rysy twarzy, delikatny kontur, wyrazista, kontrastowa oprawa ciemnych oczu... I te łuski, słodkie dołki, wgłębienia... Są jak marker, stygmat, ale nie piętno... Jak przecinek w zdaniu, skamieniałość opowiadająca historię, uruchamiająca pokłady wyobraźni, wydobywająca sen spod niewyretuszowanych ciężkich, ciemnych powiek, blizn, ran dawno wygojonych, a wciąż świeżych w sercu... Przepiękny, naturalny, zimnokrwisty jednocześnie podpalający świat PORTRET, uruchamiający atomowy silnik wehikułu czasu... Graty Autorze!


2016-10-09 21:38:41
Obraz jest jak impuls, iskra, przepięcie w sieci, które albo bezpiecznik spopieli, albo niezauważonym będąc odpłynie wzdłuż miedzianego.. stalowego.. Ukutego z bólu i rozpaczy przewodu okalającego ... Lager... Konzentrationslager... "Kochani rodzice! Nie martwcie się o mnie, może jakoś to wszystko przetrzymam, jakoś dam sobie radę. W sobotę na wschodnim złapali mnie, siedziałem na Pawiaku 24 godziny na głodnego, wszystko mnie zabrali. W niedzielę wieczorem dali 1/2 kg chleba, wsadzili nas w samochody, przywieźli na wschodni-towar i wsadzili nas w zimne towarowe wagony i wiozą nas na południowy wschód, jak daleko i dokąd - nie wiemy, bardzo mamy zimno i b. głodno. Piszę ten list spod Lublina, podobno wsadzą nas do obozu koncentracyjnego, czyli na wymarnowanie ludności i młodzieży polskiej. Do szczęśliwego zobaczenia, mam nadzieję, że jeszcze się zobaczymy (...). Całuję Was mocno kochający Was syn J... https://www.youtube.com/watch?v=qnJY-BrHOYs


2016-09-30 22:27:17
Piątek jest, niedopałek września, wieczór ciepły... Ba!! Duszny wręcz jak nie przymierzając w samym epicentrum upalnego lata! Pozwolę sobie rozpiąć koloradkę, drapnąć za uchem gęsim piórem i opisać.. Kobieta z natury zdobna jest w pokusy, powab, jedwab skóry, zapach, wdzięk, smak, lukier wypływający z oczu... Jest jak muzyka kalsyków, obrazy antycznych mistrzów, jednocześnie to siermiężny filar, dębowy pal, pylon, maszt wspierający żagiel, w który można niczym podmuch wiatru tchnąć życie.. Jest inkubatorem, opoką, monumentem zbudowanym z cierpliwości i wiary... Sercem bijącym wspólnym pulsem, jeśli tylko pozwoli komuś się dotknąć... Musnąć.. Gdy zazna symbiozy, jedności dusz opuści przetarty szlak, pięciolinię i da się poprowadzić na kraj świata... Musi tylko poczuć się potrzebna i bezpieczna.. Na obrazie jest kwintesencja kobiecości... Podejrzany przez dziurkę od klucza erotyzm, zmiękczony przez wełniane , w swej symbolice dość proste lecz nie prostackie getry... Rodzynek.. rozrzucone włosy.. przypięty grymas... Myślę... Naturalizm może? hm... Ten znowusz w swoich różnych formach zaprzecza istnieniu odrębnego od materii umysłu ludzkiego, duchowej natury człowieka, idei rozumianych na sposób platoński, świata ponadnaturalnego, Boga czy świata duchowego... Tutaj mamy duszę, esencję psychosomatycznej płci żeńskiej, delikatnej, ale opakowanej w codzienny trud bycia trójosobową boginią.. Matką, córką, kochanką tylko czy aż żoną.. Niewolnicą? NIe... Istotą która czuje... Kocha... wszystkich... wszystko... a zapomina o sobie....


2016-08-25 20:25:06
Wszystkie mocne punkty obsadzone...? Wszystkie miejsca zajęte? Pasy zapięte? Nie? Nie szkodzi... Puszczamy kierownicę i jedziemy w dół zbocza... Downhill spontaniczny... Statyczny obraz z dynamiczną akcją... Encyklopedyczny oksymoron :-) Nikt nie kręci korbą, nikt nie wzywa do tablicy...Wewnątrz mielą żarna, ceramiczne, stalowe, z PCV, od chińczyka... Nieważne... Jak drążąca skałę natarczywa kropla wody, krążąca jak sęp nad padliną, najmniejsza refleksja wpuszczona w światłoczuły organ nieuchronnie powoduje, że zapadamy się w ruchomych piaskach własnych myśli, słabości, pożądliwie wyglądając konara dającego wolność... Obiegamy swoją klatkę... Miarowo rytmicznie, pulsometr wybija takt... Praca - dom - praca - dom - praca - dom... ale... Chcę przysiąść, odpocząć, oderwać się od zbocza, odlecieć... Nikt nie kręci korbą... a sypie się miał.. miękki, puszysty, słodki w oczach, jak krew lejąca się w ustach na przemian z żółcią... Myśli wirują w głowie.. Drążą, ścierają, kaleczą... Nie sypie się słodycz... Żarna się kręcą, stukają miarowo w zimne kostki bruku... kto wypłoszy gawrony żerujące w głowach gminu...? Nikt... Jesteśmy na wieki sami... Zamknięci w najciemniejszej komórce własnej głowy (...)


2016-08-16 23:08:50
Po kolejnych odwiedzinach postanowiłem co nieco skrobnąć, co JA swoim okiem uzbrojonym w - 2,25 widzę... Nie wiem na ile świadomie i zamierzenie, ale Autor zawarł tutaj bardzo istotne markery z pogranicza psychologii i inżynierii społecznej... Jesteśmy różni. I dobrze, byłoby nudno, gdybyśmy byli jak spod sztancy. Na wygląd naszej sylwetki wpływa kilka czynników, a jeden z podstawowych to geny. Porządkując wiedzę na ten temat ustalono w końcu trzy główne tzw. somatotypy: ektomorficzny, endomorficzny i mezomorficzny. Rzadko spotyka się osobę będącą w pełni którymś z tych typów. Na ogół stanowimy mieszanki. Tutaj pręży się typowy ektomorfik. Mało tego... to typ androgyniczny, zbudowany z krwi i kości, niestypizowany płciowo zgodnie z płcią biologiczną - stąd fałszywe interpretacje... Dziewczynka? Chłopiec? TO najmocniejszy wariant człowieczeństwa, gotowy na III atomową, wojnę światową... Mili Państwo pomijając nieporadność warsztatową, silnik dysponował mocą, której nie udało się przekuć na efekt końcowy, ale w obrazie dominuje pomysł, idea! Sens fotografowania. Szczupły, drobny, o DUŻYCH oczach (dla pełni efektu widziałbym pełne, czarne soczewki, lub szeroko rozwarte źrenice - jak przysłona odkręcona na max, chłonąca każdy foton świetlnego strumienia. Od czasów incydentu w Roswell, z uporem maniaka staramy się zmaterializować nieznaną dla nas cywilizację... Uosobienie tajemnicy, niedosytu, ludzkiej ciekawości... Ba...Mało tego! Chcemy uwierzyć w nią, nazwać, zobrazować, pojmać w sidła! Tutaj mamy wszystkie składowe, tajemnicę, niedopowiedzenie, kontrowersję na krawędzi skandalu obyczajowego... Spójrzmy ponownie... Na granicy wodogłowia, celowo pokazany skryty pod czaszką umysł, wypierający prymitywną siłę mięśni, stąd reszta wątłą, słaba... Żeńska wręcz? Nic bardziej mylnego... Rozchylające koszulę piąstki z kciukami skierowanymi na zewnątrz - kolejny marker.. Niemowlę od 6 tygodnia do 3 miesiąca kciuki chowa zaciśnięte w pięść... Tutaj socjotechnicznie Bohater otwiera się... Zaprasza, prowokuje do interpretacji, do analizy... Kim jestem, dokąd zmierzam... Pokazuje nam przyszłość... Przewagę pozazmysłowego pojmowania świata, niedającego się ubrać w kadr i szyte na miarę buty... Dekapitacja proponowana przez kadr dzikie_wino pozbawia obraz najistotniejszego przekazu, znacznika, oczywiście niepozbawionego racji bytu w podręcznikowym sensie widzenia świata ... Skronie, oczy, nos, usta, broda, koszula i dłonie - gdyby odrysować kontury, mamy klepsydrę... Ziarnko do ziarna odcinającą chwile które nam zostały... Do końca? Do początku? Raczej do poznania tajemnicy...Znowu możemy sięgnąć po owoc z drzewa złego i dobrego , a czas zatoczy koło orbitując wokół naszej niepewności, słabości kruchej miękkiej, niewiary, ALIENacji społecznej... Obnażając nas jak niemowlę w obliczu nieuchronnie zbliżającego się upadku... Do czego zaprasza nas niepozorny, wątły, Bohater z przyszłości...? Z przeszłości? nie... to my w swoim chocholim tańcu zapomnieliśmy o duszy, esencji istnienia.. Bohater uchyla drzwi, rozwiera poły płaszcza... Zaprasza... Nie wszystko stracone


2016-08-09 19:04:05
Zerkam... jak ten worek śmieciowy z PD zza winkla... Się skradam... czy aby chłopaki lipy w tyrce nie odstawiają... Pacze, rozkminiam, znowu pacze... Kierownik w oponce chyba przeczytał, że lakierki potanieli, bo aż racice /prawą/ w japonku zagiął, z nerwem takim, że na plecach poczułem jego nieogolone pazury! Pacze dalej... Kolega ma tylko funkcję teleportacyjną, do kolejnego mocnego punktu zaczepienia... Oto noga od manfrotki z e-baja, po taniości kupiona jak tasak rzeźnika z Tarczyńskiego tnie kadr, nadaje fotografii rytm.. winkiel, B&W muru, statywonoga... i zakręca pod parasolki! Od nadmiaru wrażeń można przegapić po drodze głównego bohatera - oto są! Jarzące się w promieniach słońca pantofle!!! GW - Główny Wątek, Główny Bohater! ale... hola, hola... to nie koniec geniuszu instynktu Autora.. Szpic, nierozłącznego przyjaciela Mary Poppins wskazuje na wisienkę na torcie... Domyka kompozycję... Podwójnie usmartfoniony, podwójnostopy replikant wątku głównego! GENIALNE!


2016-08-01 20:08:43
Bez zbędnych ozdobników, obcojęzycznie brzmiących określeń, nadętych analiz, porównań... Patrząc = jestem w tej kuchni... bez oszustw PS, LR... czuję zapach stygnącej strawy, natarczywe i dopingujące do karmienia mlaskanie psa, jego proszące, wdzięczne ślepka..... Uwalniający się wieczorem mdły, ale wakacyjnie przyjemny zapach działkowych kwiatów, okraszony nutą kawy i słodkim akcentem biszkoptu... Będąc dzieckiem nigdy nie zdawałem sobie sprawy ile czasu, pracy i poświęcenia zajmuje ogarnięcie DOMU, posprzątanie go, nakarmienie mieszkańców, udzielenie 1000 odpowiedzi na 1000 przedszkolno - natarczywych pytań... Tutaj genialnie zamrożony moment, który daje odpowiedź ile siły, wyrzeczeń, czasu kosztuje zbudowanie NAM oazy bezpieczeństwa, spokoju, harmonii i poczucia miłości.. Jako "starszy stateczny" wchodzę wirtualnie w ubłoconych butach i krótkich spodenkach i widzę.. nie... Podglądam Matkę... pomimo kolejnego ciężkiego dnia roztaczającą miłość, dzielącą się nią, nie dbającą o siebie.. Szczerą, prawdziwą, pełną poświęcenia, bezwarunkową i bezinteresowną... Taką, o której każdy marzy... Taką, którą mi przedwcześnie zabrano...


2015-05-12 23:38:55
Albom to ocet w rosół wlała, albom to dzieckom kaftany nie uprała...??? Legnę zatem, dyć od zdrowaśki znużenie postępuje, głowa ciąży ołowiem, a znikąd ratunku wyglądać nie mogę... Azaliż podłogi jeszcze czekajom do szorowania, a kapusta kiśnie w beczkach nieprzewrócona... Kibić skryta, kobiecość zabita... Jeno promień słoneczny, jak jęzor ognia tlącego się na dnie duszy po łabędziej szyi smaga... Zapomnieć nie da, że na stopie drewniak, miast o północy zgubionego, kryształowego pantofla... Gdzieś mój królewiczu gdzieś...??? Kto z ciasnej okowy wyzwoli umysł zatruty i ciało oswobodzi, na nowo szczęśliwą na świat wypluje... z łona czarnego... ?? Gdzieś mój Królewiczu, gdzieś...??


2015-03-03 22:41:24
Rozpisywanie się w materii technicznej, poprawności kadru i kompozycji odsłony nie ma sensu... Są podręcznikowe, mogą służyć za przykład na salach akademickich... Jej główny ciężar jest metafizyczny, ilekroć wejrzę, tylekroć jestem przyspawany spojrzeniem... Zaraz obok źrenicy, oka opatrzności, budzącego grozę wejrzenia Saurona widzę krzyż, symboliką swą wryty w głowy wielu odbiorców... Krzyż na drogę, na ostatnie pożegnania, krzyż jako tęskne spojrzenie za tym czego zdobyć się nie da, lub czego zdobyć nam nie jest pisane... Może to zwykłe pożegnanie kochanka, który zanurza się w ciemny mrok, a może to rozrywająca serce tęsknota, wypatrywanie tego który nie wróci... który popieli się w mrocznej, zbiorowej mogile... Obraz wstrząsa na wielu płaszczyznach, budzi wewnętrzne demony, lęki, obawy, każdy znajdzie swoją interpretację jest zatem uniwersalny... ale Dziewczyna wciąż tęskni uwięziona jak księżniczka w zamkowej wieży w swoim kadrze... Kto odgadnie co ma w sercu na dnie...? Przepięknie zamrożona na kliszy aura, monument dla niezmierzonej potęgi ludzkiego umysłu i postrzegania świata, wielowątkowego, tajemniczego, odrealnionego...


2015-02-22 16:57:35
Każdorazowo zabierając się do konsumpcji tej fotografii zawadiacko strzygę wąsem i uśmiecham się pod jego sumiastością... Popychany przez własne przekonanie o słuszności tego co rejestrują moje iluminatory, odczuciu namacalnej wręcz mocy przekazu obrazka, decyduję się na popełnienie jego artystycznej analizy - pierwszej, jak dziewicze płatki zimowego puchu, okrywające szarość bezlistnej aury i skrywające jej szpetne oblicze w swych arktycznych ramionach... Ilekroć zaglądam tutaj, automatycznie jestem ściągany niczym przez magnes neodymowy przenikliwym wzrokiem Modelki.. Jest go tylko pół, albo aż pół, albowiem siła relacji i rozmiar mostu jaki się buduje pomiędzy terapeutą a zahipnotyzowanym pacjentem jest niebagatelna! Nie mogę się oderwać od niego, zaczynam się niepokoić, odczuwam nieokiełznaną potrzebę, aby penetrować pozostały obszar kadru, jednak niemoc i spętanie wzrokiem Bohaterki wywołuje zrozumiały lęk, mistyczny, tajemniczy, pierwotny.. Tak jak pierwotny i zimnokrwisty jest tutaj las, nieodgadniony, skrywający w sobie zakamuflowane, nieznane, nieopisane formy życia, bytu, istnienia... Rosochaty konar zdaje się wygrażać, tupać nogą broniąc dostępu do pieczołowicie skrywanych sekretów.. Mami, tumani, przestrasza... Wydaje się grać pierwsze skrzypce... Jednak pierwszoplanową postacią jest tutaj bezapelacyjnie Dziewczyna... Ciężar fantastycznie zbudowanego nastroju, niczym zaczerpnięty z Mistrza suspensu wręcz w Hitchcock-owski sposób manipuluje widzem i jego odczucia przeskakują jak elektryczna iskra pomiędzy Modelką, a konarem.. Ale to ona dominuje... Generuje siłę, absorbuje, czaruje swym majestatycznym wdziękiem... Dla tej sceny nie ma premedytacji, planu krojonego na szeroką skalę, pedantycznych, długo przemyśliwanych przygotowań... Poprzecznie prążkowany sweter Modelki udowadnia to i staje się namacalnym, dowodem autentyczności i naturalizmu sceny! Uważam iż wręcz z psychopatyczną doskonałością wykradziono trwającą ułamek sekundy emocję i zarejestrowano ją na światłoczułej błonie.. Perfekcyjny strzał, oddany z biodra, bez mierzenia, prosto w serce odbiorcy! Gratuluję!